Urban zdradza dlaczego nie chciał "Lewego"
Jan Urban został niedawno po raz drugi szkoleniowcem warszawskiej Legii. Wielu kibicow wypomina mu jednak, że podczas swojej pierwszej kadencji w klubie przeoczył talent Roberta Lewandowskiego, który trafił ostatecznie do poznańskiego Lecha. Teraz trener tłumaczy się ze swojej decyzji.
Przypomnijmy. Robert Lewandowski urodził się w Warszawie, a do Legii trafił w sezonie 2005/06 z Delty Warszawa. Później stołeczny klub oddał napastnika do Znicza Pruszków, skąd wykupił go poznański Lech.
- Jak zwykle podjechałam samochodem pod klub. Patrzę, a Robert idzie z kopertą w ręku. A w kopercie karta zawodnicza. - Powiedzieli ci coś, wytłumaczyli? - dopytywałam. - Nie miał kto wytłumaczyć, kopertę dali mi w sekretariacie - stwierdził Robert - tak pożegnanie syna w Legii wspominała na łamach "Przeglądu Sportowego" matka piłkarza - Iwona Lewandowska.
W Warszawie do tej pory kibice pamiętają natomiast wypowiedź ówczesnego dyrektora sportowego Legii Mirosława Trzeciaka, który miał powiedzieć "bierzcie Lewandowskiego, mamy Arruabarrenę".
Co było później każdy zapewne doskonale pamięta. Świetne występy na boiskach T-ME zaprocentowały transferem Lewandowskiego do Borussii Dortmund, z którą dwukrotnie zdobył mistrzostwo Niemiec i występował w elitarnej Lidze Mistrzów. Piłkarz został również czołową postacią reprezentacji Polski, a możliwość wykupienia go z "BVB" sondują największe światowe kluby.
Przeoczenie skali talentu "Lewego" do dzisiaj wypomina się Janowi Urbanowi, który prowadził stołeczny zespół, kiedy piłkarzowi podziękowano w Warszawie za dalszą współpracę. Szkoleniowiec broni się jednak tłumacząc, że miał niewielki wpływ na tę decyzję.
- Ktoś chce ewidentnie zwalić na mnie winę, że to ja nie chciałem Lewandowskiego. Wiele razy podkreślałem, ze Lewego widziałem jeden raz. Nigdy nie chciałem być takim kozakiem co po jednym razie ocenia zawodnika i wie na co go stać. Lewandowski był kiedyś w Legii, mnie tutaj wtedy nie było i oddano go z powrotem. W tym okresie kiedy zatrudnialiśmy Arruabarrenę przy Łazienkowskiej byli zatrudnieni ludzie, którzy znali potencjał Roberta, widzieli go wiele razy. Mimo to podjęli taką decyzję - tłumaczy podczas rozmowie z telewizją nSport Urban.
Przypomnijmy. Robert Lewandowski urodził się w Warszawie, a do Legii trafił w sezonie 2005/06 z Delty Warszawa. Później stołeczny klub oddał napastnika do Znicza Pruszków, skąd wykupił go poznański Lech.
- Jak zwykle podjechałam samochodem pod klub. Patrzę, a Robert idzie z kopertą w ręku. A w kopercie karta zawodnicza. - Powiedzieli ci coś, wytłumaczyli? - dopytywałam. - Nie miał kto wytłumaczyć, kopertę dali mi w sekretariacie - stwierdził Robert - tak pożegnanie syna w Legii wspominała na łamach "Przeglądu Sportowego" matka piłkarza - Iwona Lewandowska.
W Warszawie do tej pory kibice pamiętają natomiast wypowiedź ówczesnego dyrektora sportowego Legii Mirosława Trzeciaka, który miał powiedzieć "bierzcie Lewandowskiego, mamy Arruabarrenę".
Co było później każdy zapewne doskonale pamięta. Świetne występy na boiskach T-ME zaprocentowały transferem Lewandowskiego do Borussii Dortmund, z którą dwukrotnie zdobył mistrzostwo Niemiec i występował w elitarnej Lidze Mistrzów. Piłkarz został również czołową postacią reprezentacji Polski, a możliwość wykupienia go z "BVB" sondują największe światowe kluby.
Przeoczenie skali talentu "Lewego" do dzisiaj wypomina się Janowi Urbanowi, który prowadził stołeczny zespół, kiedy piłkarzowi podziękowano w Warszawie za dalszą współpracę. Szkoleniowiec broni się jednak tłumacząc, że miał niewielki wpływ na tę decyzję.
- Ktoś chce ewidentnie zwalić na mnie winę, że to ja nie chciałem Lewandowskiego. Wiele razy podkreślałem, ze Lewego widziałem jeden raz. Nigdy nie chciałem być takim kozakiem co po jednym razie ocenia zawodnika i wie na co go stać. Lewandowski był kiedyś w Legii, mnie tutaj wtedy nie było i oddano go z powrotem. W tym okresie kiedy zatrudnialiśmy Arruabarrenę przy Łazienkowskiej byli zatrudnieni ludzie, którzy znali potencjał Roberta, widzieli go wiele razy. Mimo to podjęli taką decyzję - tłumaczy podczas rozmowie z telewizją nSport Urban.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz