poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Miłą niespodziankę sprawiły sobie Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar

Miłą niespodziankę sprawiły sobie Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar w szóstym wyścigu olimpijskich regat klasy 470. Polki przypłynęły na metę na drugim miejscu, do ostatnich metrów walcząc o zwycięstwo
Już pierwszy niedzielny wyścig potwierdził, że Skrzypulec i Ogar dobrze czują się na olimpijskim akwenie w Weymouth. Polska załoga zajęła w nim siódme miejsce.

Jeszcze lepiej było w kolejnym starcie. Polki doskonale ruszyły i na pierwszym znaku były na prowadzeniu. Na kolejnych nawrotach Skrzypulec i Ogar ścigały się z włoską załogą Giulia Conti - Giovanna Micol, co chwila zmieniając się na pierwszym miejscu. Na mecie lepsze okazały się jednak Włoszki, które wyprzedziły polskie żeglarki o zaledwie siedem sekund.

Dzięki drugiej lokacie Polki awansowały w klasyfikacji generalnej na 12. miejsce.

W poniedziałek Skrzypulec i Ogar mają dzień przerwy. Do rywalizacji powrócą we wtorek.

Arce Gdynia grozi....

Arce Gdynia grozi walkower za sobotni mecz z Wartą Poznań. W zespole z Gdyni między 80., a 89. minutą miał nie grać ani jeden zawodnik o statusie młodzieżowca, a wystawianie takiego to obowiązek dla każdego klubu I ligi.
W zespole z Gdyni jako młodzieżowiec od pierwszej minuty zagrał Mateusz Szwoch, został jednak zdjęty z boiska w 80. minucie meczu. Kolejny młodzieżowiec pojawił się na murawie dopiero w 89. minucie spotkania, był nim Dariusz Formella. Całe spotkanie rozegrał za to Julien Tadrowski, Polak urodzony we Francji (w 1993 r., wiekowo spełnia status młodzieżowca), który do Arki przybył przed rozpoczęciem obecnego sezonu z juniorskiej drużyny Lille.

W regulaminie rozgrywek można jednak przeczytać, że młodzieżowiec w I lidze to taki zawodnik, który między 15. a 21. rokiem życia rozegrał minimum trzy lata w klubach zrzeszonych w PZPN, a tego warunku grający dotychczas we Francji Tadrowski nie spełnia.

- My mamy czyste sumienie. Przed sezonem wysłaliśmy do PZPN zapytanie o Tadrowskiego, a w odpowiedzi przeczytaliśmy, że zawodnik jak najbardziej może występować jako młodzieżowiec - tłumaczy Trojmiasto.sport.pl Michał Globisz, dyrektor Arki ds. sportowych. - Nie jesteśmy kretynami, nie wystawilibyśmy składu bez młodzieżowca - dodaje.

A że treść pisma przesłanego do Arki z PZPN kłóci się z regulaminem rozgrywek? - To już nie nasz problemy, my dopełniliśmy wszelkich formalności - kwituje Globisz.

Klub z Gdyni opublikował z kolei oświadczenie na swojej stronie internetowej, które potwierdza słowa Globisza. Jego treść, zawierająca też fragment regulaminu cytowany przez nas w poprzednim artykule, prezentujemy poniżej:

"Zgodnie z Uchwałą nr VIII/123 z dnia 16 czerwca 2011 roku Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie określenia liczby zawodników młodzieżowych uczestniczących w meczach I i II ligi w sezonie 2011/2012 i następnych:

Zawodnikami młodzieżowymi są zawodnicy szkoleni w klubach zrzeszonych w PZPN, którzy w roku kalendarzowym, w którym następuje zakończenie sezonu rozgrywkowego ukończyli 21 rok życia oraz zawodnicy młodsi.

Jednocześnie Zawodnik szkolony w klubie zrzeszonym w PZPN oznacza zawodnika, który - bez względu na swoją narodowość lub wiek - był lub może być zarejestrowany w klubie lub klubach zrzeszonych w PZPN, z przerwami lub nie, przez okres trzech pełnych sezonów lub przez 36 miesięcy pomiędzy 15 rokiem życia (lub rozpoczęciem sezonu, podczas którego zawodnik kończy 15 rok życia) i 21 rokiem życia (lub końcem sezonu, podczas którego zawodnik kończy 21 rok życia).

Jednocześnie informuję, iż wykładnia PZPN w sprawach tożsamych ze sprawą zawodnika Juliena Tadrowski jest taka, iż jeśli zawodnik posiada obywatelstwo polskie, a nie był szkolony przez polski Klub, to mimo powyższego uznaje się, iż w przypadku spełnienia pozostałych kryteriów, jest uznawany za zawodnika młodzieżowego.

Taką wykładnie otrzymał także Departament Rozgrywek PZPN przed sezonem."

Agnieszka Radwańska straciła pozycję

Agnieszka Radwańska straciła pozycję wiceliderki rankingu tenisistek WTA Tour na rzecz Rosjanki Marii Szarapowej, finalistki igrzysk w Londynie. Polka olimpijski start zakończyła w pierwszej rundzie i straciła 470 punktów za triumf w Carlsbadzie przed rokiem.
Szarapowa traci do liderki klasyfikacji - brązowej medalistki igrzysk - Białorusinki Wiktorii Azarenki tylko 100 punktów, natomiast Radwańską wyprzedza o 460. Natomiast do 215 punktów zmalała przewaga krakowianki nad mistrzynią olimpijską Amerykanką Sereną Williams.

Dystans kolejnych zawodniczek do czołowej trójki to około dwa tysiące punktów. W czołowej setce znajduje się jeszcze młodsza z krakowskich sióstr Urszula - na 46. pozycji, która w Londynie przegrała z Amerykanką w drugiej rundzie.W rankingu WTA "Race to Championships" prowadzenie objęła Szarapowa, która zaledwie o pięć "oczek" przeskoczyła Azarenkę. Trzecia jest Williams, która wyprzedziła Radwańską, zaś Urszula jest w nim 37.

W tej klasyfikacji liczone są punkty zdobyte tylko od początku roku (wszystkie zawodniczki zaczynają z zerowym dorobkiem). Wyłoni on osiem uczestniczek kończącego sezon turnieju masters - WTA Championships w Stambule.

Czołówka rankingów tenisistek na dzień 6 sierpnia 2012 roku:

WTA Tour:

1.(1.) Wiktoria Azarenka (Białoruś) 8820 pkt

2.(3.) Maria Szarapowa (Rosja) 8720

3.(2.) Agnieszka Radwańska (Polska) 8260

4.(4.) Serena Williams (USA) 8045

5.(5.) Samantha Stosur (Australia) 6195

6.(6.) Petra Kvitova (Czechy) 5275

7.(7.) Angelique Kerber (Niemcy) 5225

8.(8.) Caroline Wozniacki (Dania) 4206

9.(9.) Sara Errani (Włochy) 3620

10.(10.) Marion Bartoli (Francja) 3400

... 46.(45.) Urszula Radwańska (Polska) 1315

... 144.(149.) Sandra Zaniewska (Polska) 470

... 185.(182.) Marta Domachowska (Polska) 343

WTA "Race to Championships":

czwartek, 28 czerwca 2012

Rosyjski działacz i oligarcha nie żyje

Prezes Rosyjskiego Związku Saneczkarstwa Leonid Gart zmarł w niedzielę w wieku 39 lat - poinformowały rosyjskie media. Okoliczności jego śmierci są bardzo zagadkowe, nikt nie wie, jak doszło do jego śmierci. Według dziennika "Izwiestia" Gart mógł zostać zamordowany

Leonid Gart nie żyje - taką wiadomość podają rosyjskie media. Prezes Rosyjskiego Związku Saneczkarstwa zmarł w wieku 39 lat, gdy przebywał w Chorwacji na wakacjach razem z żoną. Tamtejsze media nie są zgodne - część z nich pisze o wypadku, a rosyjskie dzienniki donosi, że Gart miał zostać zamordowany.

- Doszło do wypadku, jednak nie znamy żadnych szczegółów śmierci. Wszystko będzie jasne po przeprowadzeniu autopsji - powiedział rzecznik rosyjskiej federacji Michał Potapow. - To ogromna tragedia dla całego rosyjskiego sportu. W grudniu miał on obchodzić przecież 40 urodziny - dodaje.

- Będziemy bardzo mocno współpracować z chorwacką policją, aby wyjaśnić przyczyny śmierci. Nie wiemy jeszcze co spowodowało tą tragedię. Dopóki wszystko się nie wyjaśni nie wydamy oficjalnego oświadczenia. Proszę powstrzymać się od spekulacji - powiedział rosyjski ambasador w Chorwacji Dmitrij Morning Zlikow.

Chorwackie media podają, że ma zostać przeprowadzone śledztwo wyjaśniające śmierć Garta. Z kolei rosyjski dziennik "Izwiestia" nie ma wątpliwości - 39-letni szef związku został zamordowany. - Dzień wcześniej Leonid otrzymał kilka bardzo dziwnych telefonów, grożono mu - mówi anonimowe źródło gazety.

Według informatora, wszystko mogło mieć związek z interesami Garta, który był wziętym biznesmenem w branży budowlanej. Według relacji jego przyjaciół, miał on w ostatnich godzinach życia zachowywać się dziwnie, wybrał się na nieplanowany rejs łodzią, co według znajomych było do niego niepodobne. Jego ciało znaleziono w niedzielę około godz. 19 niedaleko przystani w miejscowości Kijevo w Chorwacji.

Kondolencje i wyrazy współczucia złożył rodzinie prezydent Rosji Władimir Putin. Głowa rosyjskiego państwa ubolewa nad stratą człowieka, "który wniósł ogromnie dużo w rozwój sportu w kraju". Gart był szefem Rosyjskiego Związku Saneczkarstwa od czerwca 2010 roku.

środa, 27 czerwca 2012

Światowa gwiazda szokuje. Wybrał Polskę

 Kolarski mistrz świata z 2010 roku Thor Hushovd nie wystartuje w Tour de France, lecz pojawi się na trasie Tour de Pologne (10-16 lipca). Norweg uważa, że polski wyścig jest dla niego ważniejszy ze wzglądu na przygotowania do igrzysk olimpijskich.

Norweg wyja?ni?, ?e pocz?tek sezonu mia? katastrofalny z powodu infekcji wirusowej, kt?rej nabawi? si? na prze?omie lutego i marca. Musia? zmieni? plany przygotowa? olimpijskich, w??cznie z wycofaniem si? ze startu z Tour de France (30 czerwca-22 lipca).

Igrzyska olimpijskie w Londynie odb?d? si? w dniach 27 lipca - 12 sierpnia.


- Uwa?am, ?e Tour de France by?by dla mnie zbyt m?cz?cy przed olimpiad?, kt?ra jest moim g??wnym celem w tym sezonie. Dlatego Tour de Pologne pasuje mi idealnie dla doszlifowania formy, zw?aszcza ?e po zako?czeniu tej imprezy pozostanie 12 dni do wy?cigu indywidualnego w Londynie. Dlatego czasowo start w Polsce odpowiada mi wr?cz idealnie - powiedzia? Hushovd.


34-letni kolarz trenowa? w ostatnich dniach w Monako, lecz w ?rod? wyje?d?a ze swoim zespo?em BMC na ob?z treningowy w Toskanii. Stamt?d pojedzie do Polski na Tour de Pologne.


- Ciesz? si?, ?e wystartuj? w Polsce. Ostatni raz w polskim wy?cigu bra?em udzia? w 2001 roku, lecz ostatnio s?ysza?em bardzo du?o dobrego o tej imprezie - powiedzia? Norweg.


Doda?: - Wy?cig w Londynie b?dzie bardzo ci?ki. To 250 kilometr?w i dziewi?? p?tli z ostrym podjazdem pod g?r?. Moim zdaniem b?dzie to wy?cig bardzo otwarty i nie s?dz?, aby rozstrzygn?? si? w masowym finiszu.


W przesz?o?ci Hushovd wygra? m.in.: mistrzostwa ?wiata m?odzie?owc?w oraz elity, jedena?cie etap?w Tour de France, trzy etapy Vuelta a Espana, a tak?e etap na Giro d'Italia.


 


 

Szokujące doniesienia w sprawie Andrzeja Gołoty. Mamy wyjaśnienie

W Polsce znów głośno o Andrzeju Gołocie. Po tym, jak Andrew złożył wniosek o przyznanie mu obywatelstwa USA, okazało się, że grozi mu deportacja ze Stanów Zjednoczonych. Te doniesienia dementuje zona najpopularniejszego polskiego pięściarza. Gołota od 21 lat mieszka w Northbrook niedaleko Chicago, w 2003 roku został zatrzymany za podszywanie się pod policjanta. Trzy lata później ponownie popadł w konflikt z prawem. W jego mieszkaniu znaleziono 12 sztuk broni palnej, a w tym czasie nie miał na nie pozwolenia. Gołota także w tej sprawie przyznał się do zarzutów i został ukarany półrocznym nadzorem sądowym oraz grzywną w wysokości 3600 dolarów.

Kiedy polski pięściarz złożył wniosek o przyznanie mu obywatelstwa USA, urząd imigracyjny uruchomił procedurę badającą jego kryminalną przeszłość. Urząd ma prawo nakazania deportacji za popełnione przestępstwa i wykroczenia, a za takie uznano zdarzenia z lat 2003 i 2006.

Żona słynnego pięściarza uspokaja i przekonuje, że żadnej deportacji nie będzie. - Andrzej nie został uznany za winnego podawania się za oficera policji. Druga sprawa jest z 2006 roku. Wówczas w chicagowskim domu Gołoty znaleziono broń. Nie postawiono jednak Andrzejowi zarzutów posiadania nielegalnie tej broni. Oskarżono tylko męża o naruszenie przepisów miejskich, gdyż broń była niezarejestrowana. Waga tego wykroczenia jest porównywalna z otrzymaniem mandatu za złamanie przepisów drogowych - wyjaśnia Mariola Gołota w wywiadzie dla "Super Expressu".

Andrew może więc spać spokojnie. Do Polski przyleci dobrowolnie w listopadzie na walkę MMA z Riddickiem Bowe.

Sebastian Boenisch znalazł nowy klub


Boenisch wybierze Fortunę?


Sebastian Boenisch cały czas szuka nowego klubu. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że reprezentantowi Polski najbliżej jest do VfB Stuttgart, ale trener Bruno Labbadia ostatecznie zrezygnował ze sprowadzenia Boenischa. Teraz obrońcą zainteresował się beniaminek Bundesligi, Fortuna Duesseldorf.

Włodarze Fortuny przed nadchodzącym sezonem szukają wzmocnień, aby w Bundeslidze powalczyć o coś więcej niż utrzymanie. Podpisanie kontraktu z doświadczonym Boenischem, który do wzięcia jest za darmo to dla Fortuny dobra okazja. Niemieckie media donoszą, że klub z Duesseldorfu złożył pilkarzowi oficjalną ofertę.

Boenisch ma do wyboru również kierunek angielski i włoski. Kontaktowały się z nim Newcastle United i AS Roma, ale nie wiadomo, czy doszło do konkretów. Na tę chwilę wszystko wskazuje na to, że urodzony w Gliwicach zawodnik karierę będzie kontynuował w Fortunie Duesseldorf.

Lekką ręką pozbyli się "Lewego". Zdradza, jak to się stało


Urban zdradza dlaczego nie chciał "Lewego"


Jan Urban został niedawno po raz drugi szkoleniowcem warszawskiej Legii. Wielu kibicow wypomina mu jednak, że podczas swojej pierwszej kadencji w klubie przeoczył talent Roberta Lewandowskiego, który trafił ostatecznie do poznańskiego Lecha. Teraz trener tłumaczy się ze swojej decyzji.

Przypomnijmy. Robert Lewandowski urodził się w Warszawie, a do Legii trafił w sezonie 2005/06 z Delty Warszawa. Później stołeczny klub oddał napastnika do Znicza Pruszków, skąd wykupił go poznański Lech.

- Jak zwykle podjechałam samochodem pod klub. Patrzę, a Robert idzie z kopertą w ręku. A w kopercie karta zawodnicza. - Powiedzieli ci coś, wytłumaczyli? - dopytywałam. - Nie miał kto wytłumaczyć, kopertę dali mi w sekretariacie - stwierdził Robert - tak pożegnanie syna w Legii wspominała na łamach "Przeglądu Sportowego" matka piłkarza - Iwona Lewandowska.

W Warszawie do tej pory kibice pamiętają natomiast wypowiedź ówczesnego dyrektora sportowego Legii Mirosława Trzeciaka, który miał powiedzieć "bierzcie Lewandowskiego, mamy Arruabarrenę".

Co było później każdy zapewne doskonale pamięta. Świetne występy na boiskach T-ME zaprocentowały transferem Lewandowskiego do Borussii Dortmund, z którą dwukrotnie zdobył mistrzostwo Niemiec i występował w elitarnej Lidze Mistrzów. Piłkarz został również czołową postacią reprezentacji Polski, a możliwość wykupienia go z "BVB" sondują największe światowe kluby.

Przeoczenie skali talentu "Lewego" do dzisiaj wypomina się Janowi Urbanowi, który prowadził stołeczny zespół, kiedy piłkarzowi podziękowano w Warszawie za dalszą współpracę. Szkoleniowiec broni się jednak tłumacząc, że miał niewielki wpływ na tę decyzję.

- Ktoś chce ewidentnie zwalić na mnie winę, że to ja nie chciałem Lewandowskiego. Wiele razy podkreślałem, ze Lewego widziałem jeden raz. Nigdy nie chciałem być takim kozakiem co po jednym razie ocenia zawodnika i wie na co go stać. Lewandowski był kiedyś w Legii, mnie tutaj wtedy nie było i oddano go z powrotem. W tym okresie kiedy zatrudnialiśmy Arruabarrenę przy Łazienkowskiej byli zatrudnieni ludzie, którzy znali potencjał Roberta, widzieli go wiele razy. Mimo to podjęli taką decyzję - tłumaczy podczas rozmowie z telewizją nSport Urban.

Szpilka nokautuje jeszcze przed walką. "Zero szacunku"

Szpilka diametralnie zmienił swoje życie odkąd postawił na sport. Chodzi spać o 22.00, całymi dniami ciężko trenuje, zero alkoholu. Dzięki tym wyrzeczeniom Arturowi co raz lepiej idzie w ringu. Spytany czy nie brakuje mu starych czasów odpowiada - Pewnie, że czasem tak. Brakuje starych kolegów. Ale po prostu przychodzi moment, kiedy trzeba coś wybrać. Ja wybrałem boks - powiedział Szpilka. Zapytany o chuligańską przeszłość w drużynie Wisły Kraków odpowiada - Dzisiaj niczego nie żałuję, ale już mnie to nie rajcuję. Brałem udział w ustawkach, kibicowałem, ale z perspektywy czasu oceniam, że to była głupota - ocenił Artur.

Artur Szpilka bardzo emocjonalnie podchodzi do swojej kariery. Nie wyobraża sobie, by dla lepszych pieniędzy mógł walczyć pod inną flagą niż Polska. - Nie szanuję kogoś, kto boksuje jako Niemiec, będąc Polakiem czy Ukraińcem - powiedział stanowczo Polak.

Tym samym Szpilka odniósł się do Dariusza Michalczewskiego i Aleksandta Dimitrenki, którzy dla kariery zmienili obywatelstwo na niemieckie. - Kiedy widziałem tego Dimitrenkę przed walką z Kubratem Pulevem, śpiewającego hymn niemiecki chyba najgłośniej w sali, nóż mi się w kieszeni otwierał. Zero szacunku dla takich ludzi! Polska, ojczyzna dla mnie to bardzo ważne sprawy, najważniejsze - powiedział Szpilka.

Artur Szpilka, który do tej pory w zawodowym ringu stoczył 11 walk i wszystkie wygrał (9. przed czasem) daje sobie 2-3 lata na zdobycie mistrzowskiego pasu. - Ja jestem ambitny chłopak i myślę, że w rok, dwa stoczę kilka dziesięciorundowych walk, z ciekawymi rywalami. Później spróbuję zdobyć pas mistrza świata wagi ciężkiej - zakończył optymistycznie Artur Szpilka.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Słynny trener za Smudę? "Dzwonili do mnie z Polski"

Hitzfeld: dzwonili do mnie z Polski 


Hitzfeld: dzwonili do mnie z Polski


Czy kontaktował się ze mną Piotr Nowak? Uczciwie odpowiem, że kontakt był, ale nie ze strony pana Nowaka – mówi Ottmar Hitzfeld, selekcjoner reprezentacji Szwajcarii i kandydat na nowego szkoleniowca biało-czerwonych.

Jeden z najbardziej znanych i cenionych szkoleniowców na Starym Kontynencie Ottmar Hitzfeld, zwany "Generałem", unika kontaktów z prasą. Rozmawia jedynie ze szwajcarskim "Blickiem" i niemieckim "Kickerem", ale wyjątek zrobił też dla "Faktu". Z tym utytułowanym niemieckim szkoleniowcem udało się nam skontaktować z pomocą mieszkającego w Szwajcarii od lat byłego reprezentanta Polski Ryszarda Komornickiego.

Fakt: Nazwisko Ottmara Hitzfelda wymieniane jest w gronie osób, które mogłyby wkrótce poprowadzić reprezentację Polski. Czy byłby pan zainteresowany taką pracą?

Ottmar Hitzfeld: - Jestem związany kontraktem ze Szwajcarską Federacją Piłkarską od lipca 2008 roku. Mamy jeden wielki i wspólny cel: awans do mundialu w 2014 roku. W związku z tym pytanie czy jestem zainteresowany pracą z reprezentacją Polski czy inną drużyną jest nie na miejscu.

Ale według informacji pojawiających się w polskich mediach, w sprawie wspólnej pracy z naszą reprezentacją, miał się z panem kontaktować Piotr Nowak. To prawda?

– Uczciwie odpowiem: tak był kontakt, ale nie ze strony Piotra Nowaka. To tyle.

Czy teoretycznie mógłby pan rozwiązać kontrakt ze szwajcarską federacją?

– Nigdy w życiu nie rozwiązałem jakiegokolwiek kontraktu.

W Polsce, po odpadnięciu reprezentacji z Euro, panuje duże rozczarowanie wynikiem sportowym. Jak pan ocenia występ polskiej drużyny?

– Nie chciałbym nikogo oceniać. Proszę zrozumieć, to byłoby nie fair oceniać występ poszczególnych drużyn na Euro, podczas gdy mojej drużynie nie udało się tam awansować. Ale mogę powiedzieć tyle, Polska grała z wielkim sercem i zaangażowaniem. Drużynie brakowało jednak jakości. Podobny problem miały też takie zespoły, jak choćby Dania czy Chorwacja. W decydujących momentach, kiedy trzeba było zdobywać bramki, to się nie udawało. Wszystkie te drużyny były dobrze zorganizowane, ale w kluczowych chwilach brakowało tej klasy i jakości, która jest potrzebna do osiągnięcia wyniku.

Wybiera się pan na decydującą fazę spotkań do Polski lub na Ukrainę?

– Oglądam wszystkie spotkania w telewizji. Ale jako, że na Euro nie gra żaden z naszych rywali w eliminacjach mistrzostw świata, gdzie będziemy walczyć z Norwegią, Słowenią, Cyprem, Islandią i Albanią, nie jest dla mnie konieczne, żebym osobiście był na stadionach. Wybieram się za to latem do Anglii. W turnieju olimpijskim będzie bowiem występowała reprezentacja Szwajcarii.

Na koniec, faworyci Ottmara Hitzfelda w Euro 2012?

– Tutaj się nic nie zmienia, to Hiszpanie i Niemcy.

Zmiana planów Niemców, wyprowadzą się z Gdańska

 


Niemcy w środę opuszczą Gdańsk


fot. Euro 2012 Polska dodane 2012-06-24 (13:14), źródło: WP.PL


Niemcy w środę opuszczą Gdańsk


Niemiecka reprezentacja zmienia plany i w środę opuści Gdańsk. Pierwotnie miała w "Dworze Oliwskim" stacjonować do końca EURO 2012.

Tego dnia drużyna Joachima Loewa przyjedzie do Warszawy, gdzie następnego dnia na Stadionie Narodowym zagra w półfinale imprezy. Jeśli go przegra, to oczywiste, że prosto z polskiej stolicy wróci do domu. W przypadku zwycięstwa Niemcy nie wrócą już do Gdańska, tylko z Warszawy udadzą się do Kijowa. Tam będą czekać na niedzielny finał.

Według pierwotnych planów po meczu w Warszawie Niemcy mieli ponownie zameldować się w "Dworze Oliwskim".
Sponsoring, Strony www , Ogłoszenia towarzyskie, kultura